Jestem sobie yorek mały, we mnie drzemie lew zuchwały!  
Figle lubię płatać, zaraz będziesz płakać!  
Ząbki ostre mam, uważaj bo Ci nimi dam!  
Temperament, jak u dużego psa, zobaczymy na co się zda...  
Pilnować umiem świetnie, każdy oprych ucieknie!  
Charakter terriera, a ciałko słodkiego eklera :)  

  
 

    Witam serdecznie na stronie mojej pasji - miłości do psów rasy YORKSHIRE TERRIER, która znajduje się w Bydgoszczy. Chciałabym w skrócie opisać jej historię. Zaczęło się od najmniejszej Yorki Sissi... Córka koniecznie chciała kota, ale mój mąż postanowił, że jak ma być jakiś zwierzak w domu to tylko York. Piesek ten nie uczula, ponieważ nie ma sierści tylko włos i nie linieje. Zastanawiałam się, czy kupić sunię z rodowodem czy bez. I tu drugi raz decyzję podjął mój mąż - nie kupuje się yorka bez papierów, trzeba jechać do hodowcy, dołożyć parę złotych więcej i wiesz, że wyrośnie Ci York w stu procentach. I tak też zrobiłam.

Jednak sama Sissi nie wystarczyła, gdyż był problem, z kim ma spać w łóżku. Z córką, z synem? Jednak Sissi, jak na księżniczkę przystało wybrała łoże pańci i pana. Zdecydowaliśmy się na kupno drugiej Yorki – Teti. Mając te dwie sunie nie wiedziałam jednak nic o wystawach, pielęgnacji włosa i hodowli.


W maju 2007 roku kupiłam ślicznego Yorka - REPRODUKTORA od Pani Uli Nazimek z Warszawy - Clarus ROYAL FLUSH i właśnie od niego zaczęła się miłość na dobre i na złe... Pani Ula nauczyła mnie wszystkiego, co związane jest z pielęgnacją włosa, wystawami i wiele innych zagadnień związanych z hodowlą psów.


  Roy był pierwszym moim pieskiem,który zaczął zdobywać złote medale i stawać na podium. I to właśnie on przyczynił się do tego, że poczułam smak "wygranej". Pani Ulo dziękuję za Roya, za moją psią miłość:)

  Dzięki mojemu hobby poznałam wielu ciekawych ludzi, którzy wspierają mnie dobrym słowem i zawsze chętnie pomogą w nurtujących mnie sprawach. Bardzo się cieszę, że mój mąż zdecydował się wówczas na YORKSHIRE TERRIERA... Kochanie dziękuję Ci za nie, za cierpliwość, wyrozumiałość i że Kochasz je tak, jak ja!

  Wiem, że jeśli i Ty zdecydujesz się na YORKSHIRE TERRIERA zakochasz się w Nim!

Pozdrawiam Wszystkich miłośników zwierząt.

Marzena Siewierska Gibas hodowla Koral FCI Bydgoszcz 29.04.2009

  Szczenięta z naszej hodowli są po przeglądzie Związku Kynologicznego, mają tatuaż oraz metryczkę FCI. Są odrobaczane stosownie do wieku i trzykrotnie zaszczepiane. Opiekę nad hodowlą pełni klinika ,,Centrum" doktora Parzęckiego w Bydgoszczy. Pieski mają stały kontakt z ludźmi, nie przebywają w zamkniętym pomieszczeniu. Wszystkim przyszłym właścicielom szczeniąt służę radą i pomocą.

  Pozwoliłam sobie umieścić tekst, który bardzo mnie wzruszył. Odzwierciedla on warunki, jakie panują w tak zwanych ,,pseudo-hodowlach'', w których psy są traktowane jako przedmioty do rozmnażania i zarabiania szybkich pieniędzy. Ludzie zapominają, że to właśnie pies jest naszym najlepszym przyjacielem, trwa z nami w szczęściu i smutku, a wystarczy okazać mu trochę miłości...

Historia Lei (c)1999 J. Ellis (tłumaczenie I. Bach-Żelewska)

  Nie wiem dużo o miejscu, gdzie się urodziłam. Było wąskie i ciemne i człowiek nigdy się z nami nie bawił. Pamiętam jeszcze mamę i jej miękkie futro, ale ona była często chora i bardzo chuda. Miała niewiele mleka dla mnie, moich braci i sióstr. Większość z nich nagle umarła.

  Kiedy zabrali mnie od mamy strasznie się bałam i byłam taka smutna. Moje mleczne ząbki ledwo co wyszły i jeszcze tak bardzo potrzebowałam mamy. Biedna mama, sama tez czuła się bardzo źle. Ludzie powiedzieli, ze teraz w końcu chcą pieniędzy i że piski mojej siostry i moje działają im na nerwy. Tak wiec zostałyśmy pewnego dnia załadowane do skrzyni i wywiezione. Tuliłyśmy się do siebie i czułyśmy, jak obie trzęsiemy się, nieprzytomne ze strachu. Nikt nie przyszedł, aby nas pocieszyć. Wszystkie te dziwne dźwięki i jeszcze zapachy - jesteśmy w “Petshopie”, sklepie, gdzie jest dużo rożnych zwierząt. Jedna miauczą, inne piszczą, niektóre gwiżdżą. Słyszymy również skomlenie innych szczeniąt. Moja siostra i ja przyciskamy się mocno do siebie w ciasnej klatce. Czasem przychodzą ludzie i oglądają nas, często całkiem mali ludzie, którzy bardzo serdecznie wyglądają, tak jakby chcieli się z nami bawić. Dzień po dniu spędzamy w naszej malej klatce. Czasem łapie nas ktoś i podnosi do góry, aby obejrzeć. Niektórzy są przyjacielscy i głaskają nas, inni są grubiańscy i sprawiają nam ból. Często słyszymy powiedzenie “Och, one są słodkie, chcę jednego”, ale potem ludzie znowu odchodzą. Ostatniej nocy zmarła moja siostra. Położyłam głowę na jej miękkim futerku i czułam, jak życie z uchodzi z jej chudego ciałka. Kiedy ją rana wyciągali z klatki, mówili, ze była chora i że ja mam być sprzedana taniej, abym wkrótce poszła. Nikt nie zwraca uwagi na mój cichy płacz, kiedy wyrzucona zostaje moja mała siostrzyczka. Dziś przyszła rodzina i kupiła mnie! Teraz będzie wszystko dobrze! To są bardzo mili ludzie, którzy rzeczywiście zdecydowali się na mnie. Oni maja dobra karmę i piękną miskę do tego, i ta mała dziewczynka nosi mnie bardzo delikatnie w ramionach. Jej tata i mama mówią, że jestem bardzo słodkim i dzielnym pieskiem. Nazywam się teraz Lea. Mogę nawet nawet oblizać moja nowa rodzinę, to jest wspaniale. Uczą mnie serdecznie, co mogę robić i czego nie, troszczą się o mnie, dają mi pyszne jedzenie i dużo, dużo miłości.

  Niczego więcej nie chce, jak tylko podobać się tym wspaniałym ludziom i nic nie jest piękniejsze, jak szaleć w koło i bawić się z mała dziewczynką. Pierwsza wizyta u weterynarza. To było dziwne miejsce, trzęsłam się. Dostałam kilka zastrzyków. Moja najlepsza przyjaciółka, mała dziewczynka, trzyma mnie delikatnie i mówi, ze będzie dobrze, wiec się odprężam. Weterynarz widocznie mówi moim kochanym ludziom smutne słowa, wyglądają na całkiem załamanych. Słyszę coś o ciężkich wadach i dysplazji E i chorobie serca. Mówi o dzikich hodowcach i o tym, ze moi rodzice nigdy nie byli badani. Nic z tego nie zrozumiałam, ale to było okropne, widzieć moja rodzinę taka smutną. Mam teraz sześć miesięcy. Moi rówieśnicy są dzicy i silni, ale mi każdy ruch sprawia straszliwy ból. Bóle nigdy nie ustają. Poza tym od razu brakuje mi tchu, kiedy tylko chce się trochę pobawić z małą dziewczynka. Tak bardzo chciałabym być silnym psem, ale po prostu nie daje rady. Ojciec i matka mówią o mnie. Widzę ich wszystkich takich smutnych i to lamie me serce. W międzyczasie bywam często u weterynarza i zawsze kończy się na “genetyczne” i “nic nie można zrobić”. Chcę na dworze w ciepłym słońcu bawić się z moja rodzina, chce biegać i skakać. Nie mogę. Ostatnia noc była gorsza niż którakolwiek. Nie mogłam nawet wstać, żeby się napić i tylko krzyczałam z bólu. Oni niosą mnie do samochodu. Wszyscy płaczą. Są tacy dziwni, co się dzieje? Czy byłam niegrzeczna? Czy to na mnie są źli? Nie, nie, oni pieszczą mnie przecież tak delikatnie. Ach gdybyż tylko te bóle ustały! Nie mogę nawet zlizać łez z twarzy malej dziewczynki ale przynajmniej dosięgam do jej ręki. Stół u weterynarza jest zimny. Boje się. Ludzie płaczą w moje futerko, czuje, jak bardzo mnie kochają. Z wysiłkiem daje radę polizać ich w rękę. Weterynarz nie spieszy się dzisiaj i jest bardzo serdeczny i odczuwam trochę mniej bólu. Mała dziewczynka trzyma mnie bardzo delikatnie, lekkie ukłucie…

  Dzięki Bogu, ból znika. Czuje głęboki spokój i wdzięczność. Sen: widzę moja mamę, moich braci i siostry na wielkiej zielonej lace. Wołają do mnie, że tam nie ma bólu, tylko spokój i szczęście. Więc mówię mojej ludzkiej rodzinie “do widzenia” w jedyny możliwy dla mnie sposób: z delikatnym merdaniem i małym węszeniem. Wiele szczęśliwych lat chciałam z Wami spędzić, to nie powinno się stać. Zamiast tego przysporzyłam Wam tylko wiele zmartwień. Przykro mi, byłam przecież tylko towarem handlowym.